waluta, sklepy, zakupy...

Gdzie wymienić pieniądze? Jaką walutę zabrać na Mauritius?

Miejscową walutą jest Rupia maurytyjska (Rs). Jedna Rupia ma sto centymów. Pierwsze banknoty rupii pojawiły się w 1876 roku, a w rok później wybito pierwsze monety. Obecnie w obiegu znajdują się monety 5, 10, 20, 25, 50 centów oraz 1, 5, 10 i 20 Rupii, natomiast banknoty mają równowartość 25, 50, 100, 200, 500, 1000 i 2000 Rupii.

Chociaż kurs Rupii zmienia się prawie codziennie, w poza bankowych i poza hotelowych operacjach (wymiany między znajomymi, taksówkarzami, sklepikarzami itd.) zazwyczaj przyjmuje się, że 40 Rupii = 1 Euros. Ułatwia to znacznie zakupy, warto jednak zapoznać się z dziennym kursem walutowym, aby w razie konieczności uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. Najlepiej zrobić to banku MCB: http://www.mcb.mu/en/ Przed nabyciem czegokolwiek, należy ustalić w jakiej walucie zostanie wykonana płatność i dokładnie potwierdzić należną kwotę ze sprzedającym.

Banki i kantory znajdują się we wszystkich większych miastach. Można wymienić tam banknoty różnych walut, jak i czeki podróżne (travellers). Pytanie: "czy lepiej przywieźć  ze sobę Euros czy Dolary" traci swój sens... Prywatne kantory oferują zazwyczaj lepszy kurs niż banki. Czasem jednak lepiej wypłacić pieniądze z bankomatu niż wymieniać w kantorze.

Należy zawsze przeliczyć wymienione pieniądze przd odejściem sprzed okienka. Prawdopodobnie, będzie trzeba przedstawić tam paszport. Dobrze wiedzieć, że istnieje możliwość negocjacji cen przy wymianie dużych ilości walut (> 1000€) i dużych nominałów (€200-500), można wtedy zaoszczędzić nawet do Rs 0.5/€ w stosunku do oficjalnego kursu. Próbujcie zatem negocjować, ale zawsze z uśmiechem!

Muaritian currency

Na pytanie "czy bardziej opłaca się płacić kartą z przewalutowaniem i prowizją od wypłacania z bankomatów, niż wymieniać pieniądze" odpowie Wam osoba zajmująca się Waszym kontem w banku. Jeszcze przed wyjazdem, zadzwońcie do niej i ustalcie za co będą pobierane opłaty, gdyż jeden bank drugiemu nierówny :-)

W większości sklepów można płacić w Euros, jednak kurs Rupii z pewnością będzie niekorzystniejszy niż ten w kantorze, a reszta zwrócona zostanie w walucie lokalnej. Marny to interes! Na targu i małych sklepikach nikt nie będzie bawił się w przeliczanie, ile kosztuje jedno mango, coca cola i cztery cukierki dla Juniora... dobrze mieć przy sobie lokalną gotówkę w małych nominałach.

Wymiany można dokonać w każdym hotelu. Opłaty pobierane za te operacje szybko wymęczą Wasze portfele, lepiej pomyśleć o wymianie już na lotnisku w Mahébourg; kurs jest podobny do tego w kantorach "na mieście".

Mając pieniądze w ręku, nie spieszcie się. Dodatkowa minuta spokojnej kalkulacji, pomoże uniknąć pomyłek!

Płatności, napiwki

Karty płatnicze są akceptowane w większości hoteli, restauracji (z wyjątkiem plażowych garkuchni), stacjach benzynowych i sklepach. Niektóre ze sklepów pobierają prowizję wysokości od 1% do 2% od należnej kwoty jeśli płacimy kartą (to samo na stacjach benzynowych). Bankomaty są dostępne w każdym, większym mieście, nie trzeba nosić ze sobą dużej ilości gotówki, która może być źródłem niepokoju. Wystarczy wymienić trochę pieniędzy zaraz po przybyciu, jeszcze na lotnisku, a potem, od czasu do czasu wypłacać z bankomatów na drobne zakupy – chyba, że chce się uniknąć haraczu za każdorazowe operacje – wtedy opłaca sią wypłacić raz, większą sumę i trzymać ją w hotelowym sejfie. Przy bezpośrednim płaceniu kartą nie ma kłopotów z oszustwami, wystarczy upewnić się, że transakcja nie przechodzi przez średniowieczną, ręczną maszynkę (która odciska odbitkę karty), tylko że korzystamy z elektronicznego terminalu, wydającego potwierdzenie danej operacji...

Powtarzam: jeszcze przed wyjazdem, dobrze jest porozmawiać ze swoim bankiem o wysokości pobieranych opłat przy operacjach zagranicznych.

Z napiwkami, tak jak w Polsce. Kto zadowolony z usług, zostawia parę groszy. Na Mauritiusie nie ma obowiązku dawania napiwków. Już około 50Rupii może okazać się wdzięcznym gestem wobec hotelowego boya, który przyniósł nam bagaże, dla masażystki, kelnera, sprzątaczki. Niektórzy hotelowi goście pod koniec pobytu zostawiają na łóżku banknot, w podziękowaniu dla pani sprzątaczki za całotygodniową opiekę nad czystością ich pokoju.  Można dać napiwek taksówkarzowi, ale najczęściej cenę przewozu ustala się jeszcze przed wejściem do auta. Taksówkarz nie obrazi się jeśli nie dostanie napiwku. Kelner rownież. I sprzątaczka. Można więc odetchnąć... Najlepszym sposobem, aby podziękować jest serdeczny uśmiech. To zawsze działa, przekonacie się sami. Im szerszy i od serca, tym więcej może zdziałać. Można go rozdawać za darmo. Maurytyjczycy o tym wiedzą i chętnie się nim dzielą!

Gdzie pójść na zakupy?

Oprócz lokalnych, ciasnych i kolorowych butików, gdzie można znaleźć szwarc, mydło i powidło, na zakupy spożywcze najlepiej udać się do sklepów London, Intermarket, Casino... tam znajdziemy produkty europejskie. Ostatnio zagościły w nich polskie jogurty, sery i mrożonki! Kupując na ulicy, trzeba pamiętać, że dokładnie te same artykuły można kupić w supermarketach. Zalety ulicznych zakupów to możliwość negocjacji ceny - zawsze można spróbować! Z uśmiechem i z... umiarem. Dla najuboższej części maurytyjskiego społeczeństwa, często jest to jedyne źródło dochodu.
 

Wiza, pobyt, formularze

Polacy mogą przebywać bez wiz na terytorium Republiki Mauritiusa łącznie 180 dni w roku kalendarzowym, o ile ważność ich paszportu po opuszczeniu terytorium Republiki Mauritiusa wynosi co najmniej 6 miesięcy, posiadają bilet powrotny, potwierdzenie rezerwacji miejsca zamieszkania oraz środki pieniężne na okres pobytu (ok. 100 USD / dzień).

Przed wylądowaniem na Mauritiusie, otrzymacie w samolocie do wypełnienia dwa formularze. Biały dotyczy Waszych danych osobowych, żółty - waszego stanu zdrowia. Dobrze jest skreślić wszystkie krateczki po tej samej stronie - na "NIE", na żółtej kartce. Znaczy to, że nie chorujemy na żadną chorobę zakaźną, nie mamy gorączki, nie kaszlemy... nie jesteśmy więc potencjalnym źródłem jakiejkolwiek epidemii. Mauritius w swojej historii, niejednokrotnie przerabiał kataklizm masowych chorób zakaźnych, ale dziś, zamiast tradycyjnej kwarantanny na sąsiedniej, bezludnej wyspie, wystarczy jedynie podpisać orzeczenie o swym doskonałym samopoczuciu! Nie zachęcam do ukrywania poważnych problemów zdrowotnych, jakkolwiek sugeruję nie płakać celnikowi w rękaw, że z powodu samolotowej klimatyzacji zatkał nam się nos...